"Rozbierz mnie słowo w słowo, a zobaczysz ile noszę milczenia" - M. Brucki
Tutaj ja, moja myśl i mój światopogląd. Mój kąt, w końcu tylko mój, bo nie nasz. Jeśli w takim świecie da się być jeszcze 'sobą', to właśnie tutaj znalazłeś- mnie, w oryginale.
Zapraszam

wtorek, 17 stycznia 2017

Jestem wolna.

Ogłoszenia parafialne - jestem wolna.
Spojnie, daj mi to wyjaśnić.
Nie byłam? Co prawda jeszcze nie zamknęli mnie w żadnym zakładzie karnym czy szpitalu psychiatrycznym, ale nie, nie byłam. Wolność możemy rozpatrywać na różne sposoby. Odebrać mogą nam ją inni, odebrać możemy ją sobie sami. Tak często chcemy o nią walczyć, a ta często stajemy się więźniami samych siebie. XXI wiek doskonale nam to ułatwia.
Wszystko co uzależnia jest dziś dostępne od ręki, a my zapomnieliśmy czym jest umiar. Bez umiaru - wszystko może stać się uzależnieniem
Tutaj jednak nie chce się rozwodzić nad alkoholem, papierosami czy narkotykami, a internetem.
Większość użytkowników internetu powie, że to najlepszy wynalazek ludzkości... może warto by się zastanowić czy aby na pewno?
Internet - czarna dziura zawierająca wszystko. To tutaj znajdziemy informacje, filmy i nagrania na każdy możliwy temat. Wydaję się super, wszystko w jednym miejscu, wystarczy połączyć się z wi-fi i wygooglować.
Internet - to dzięki niemu oduczyliśmy się myśleć samodzielnie, nie umiemy posługiwać się encyklopediami w formie książek, nie potrafimy nic zapamiętać, bo internet pamięta wszystko za nas. Nie wiemy czym jest seks, bo pornografia skutecznie skrzywiła nam jego obraz. Nie umiemy rozmawiać i nawiązywać kontaktów, bo wystarczy nam kliknąć "dodaj do znajomych" i "wyślij wiadomość", nie umiemy nic zrobić sami, bo internet rozwiążę i napisze wszystko za nas. 
Dalej tak fajnie ?

Ludzie spędzają w internecie większość swojego czasu, tam rozgrywa się całe nasze życie. Nikt nigdy się nie przyzna, że to uzależnienie, ale tu nie trzeba się przyznawać, a po prostu przyjrzeć. Wszyscy doskonale znamy ten paniczny strach, gdy nie czyjemu telefonu w kieszeni, to zdenerwowanie i złość, gdy nie działa nam internet, te irytacje gdy ktoś po upływie minuty dalej nam nie odpisał. Musimy spoglądać na telefon co 5 minut, żeby sprawdzić czy może coś nowego się w sieci nie podziało- to już taki nasz odruch, żeby po prostu popatrzeć. Gdy wyłączą nam internet nie mamy pojęcia jak funkcjonować. Nie umiemy odrobić zadania domowego czy nawet zrobić obiadu, ciągle spoglądamy w pusty telefon i czujemy jak gdyby świat obumarł. 
Wspaniały obraz tego jak bardzo zależni jesteśmy od internetu. Jak bardzo zniszczyliśmy swoją wolność.

Do czego zmierzam?
Niedawno zauważyłam, że coraz gorzej funkcjonuje bez internetu. Telefon z włączonym internetem musi być zawsze koło mnie, gdy tylko usłyszę dźwięk powiadomienia momentalnie muszę sprawdzić co to. Każdej czynności towarzyszy telefon, a zamiast wyjść z domu spotkać się z ludźmi, siedzę z nimi wszystkimi na czatach facebookowych. Szkoda mi samej siebie. 
Przykro mi, że ludzie stawiają internet ponad wszystko. Przykro mi, że mama, która zabraniała używać telefonu przy obiedzie, dziś śmieje się do szklanego ekranu jedząc. Przykro mi, kiedy mówię ludziom, że nie mamy kontaktu oni odpowiadają "jak to? przecież  codziennie piszemy."
Wiadomo, że trzeba korzystać z udogodnień współczesnej techniki, ale z głową, a my już dawno straciliśmy głowę dla facebooka, twittera, instagrama i filtra pieska na snapchacie. 

Zmierzam do tego, że nie usunęłam wszystkich mediów społecznościowych, bo coś mi 'padło na głowę' czy jeszcze lepiej - ktoś mnie prześladował. 
Uwolniłam się od tego, by znaleźć utraconą wolność. By sprawdzić samą siebie czy jestem w stanie żyć bez tego. 
Co mnie do tego skłoniło?
Po pierwsze - nazywam się człowiekiem wolnym i samodzielnym, oszukując przy tym samą siebie, ile razy mówiłam że zobaczę tylko jedno i nagle wpadałam w otchłań internetu na trzy godziny? Ile razy mówiłam, że teraz pójdę czytać czy się uczyć, ale nie byłam w stanie wylogować  się z facebooka? Ile razy mówiłam sobie, że tym razem zadanie zrobię sama, by się tego nauczyć po czym i tak szłam na łatwiznę i spisywałam cudzą robotę z internetu? Za dużo. Nie jestem w stanie wykonać żadnej pracy szybko i efektywnie, bo wiecznie przerywa mi i rozprasza pikający telefon. Straciłam umiejętność koncentracji, a każde zadanie, które mogłabym wykonać w 15 minut zajmuje mi dwie godziny. Tracę masę czasu w internecie, by później nie mieć z tego kompletnie nic.
Druga sprawa - ludzie. Ludzie dla których sieć jest jedynym sposobem kontaktu z innymi.
Jak wielka dopadała mnie irytacja ilekroć ktoś kto na szkolnym korytarzy nie jest w stanie powiedzieć zwykłego 'cześć' nagle prosi o notatki i zadania. Jak bardzo drażnili mnie Ci, którzy nigdy nie mieli czasu by się spotkać, ale oburzali się faktem, że im nie odpisuje. 
Może to ciekawość, kto będzie w stanie utrzymać naszą znajomość bez połączenia internetowego skłoniła mnie by z tego internetu zniknąć.
Ile razy można się spotkać ze stwierdzeniem, że ludzie bez facebooka nie istnieją..
Jestem ciekawa czy ktoś kto zobaczy na facebooku, że nie ma takiego użytkownika jak Natalia Chrapek, będzie chciał sprawdzić czy istnieje, czy zaufa zwykłemu portalowi społecznościowemu. 

Nie chce by ktokolwiek z was rezygnował z tego wszystkiego i nie używał internetu. Ale pamiętał, że internet jest tylko dodatkiem i ułatwieniem do naszego życia, a nie naszym życiem. Nie stawiajmy go na szczycie piramidy naszych wartości, bo nie po to go stworzyliśmy. On nam życia nie zastąpi.

Manifestująca 
Natalia








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz